Brak wyników

Full MTB

26 maja 2020

NR 4 (Maj 2020)

Specialized Turbo Levo SL Comp Carbon

83

Levo SL to jeden z najlepiej skręcających rowerów, na jakich jeździłem. Błyskawicznie wkleja się w ciasne łuki i precyzyjnie rżnie szerokie, a wszystko to bez względu na prędkość.

Pierwsze, co czuć, zapierając się w pedałach, to to, że suport jest nisko. Ze względu na mały moment obrotowy silnika wspomagającego konstruktorzy wydłużyli korby aż do 170 mm, co po pierwsze daje większą dźwignię, pozwalając przepychać biegi jak w starym dobrym MTB, a obniżenie środka ciężkości umożliwia doskonałe zachowanie w zakrętach. W połączeniu z wycofaniem środka ciężkości wstecz (dużo krótszy ogon niż w Levo) geometria doskonale dociąża krawędzie opon, zachowując fenomenalną przyczepność. W utrzymaniu balansu pomaga doskonałe ustawienie środka ciężkości pomiędzy osiami kół i wystarczająca przestrzeń do zmian ułożenia środka ciężkości. Przy czym wielkość zasięgu ramy nie jest przesadnie duża i Levo SL jest łatwy. Zawieszenie jest bardzo czułe i skutecznie radzi sobie z małymi nierównościami, dlatego nawet w warunkach ograniczonej przyczepności Levo SL jedzie pewnie i efektywnie hamuje. Nadaktywność wahacza nie drenuje zasobów energii, ale to pierwszy z „elektryków”, w którym na podjazdach blokowaliśmy damper. 
Włączanie się wspomagania jest delikatne. Słaby silnik bardzo subtelnie dokłada swoje do wysiłku kolarza. Co prawda z wewnętrznej przekładni wyeliminowano pasek zębaty zmiękczający transfer mocy, ale stosunkowo niewielki moment obrotowy, jakim dysponuje, nie szarpie i nie wyrywa roweru spod siedzenia, co ułatwia okiełznanie mocy na śliskich i trudnych technicznie kamienistych sekcjach. Wspomaganie w Levo SL pozwala poczuć się mocniejszym kolarzem. Naprawdę! Z kolejnych jazd wracałem przyjemnie zmęczony i usatysfakcjonowany wykonanym „treningiem”, czułem mięśnie i wykonany wysiłek. Ale z dużym zaskoczeniem przyjąłem też to, że nawet w najbardziej stromych miejscach, „zrzucających” mnie z konwencjonalnych rowerów, Levo SL dało sobie radę, choć niewątpliwie wymagało ode mnie więcej niż inne „elektryki”. Silnik Levo SL nieco inaczej rozwija moc. Ruszenie wymaga mocniejszego wciśnięcia pedałów, potem system tylko podtrzymuje wydatek wspomagania i dopiero kiedy naprawdę jej potrzeba, uruchamia rezerwy. To, co oferuje kolarzowi, wystarcza na długich i stromych podjazdach i w bardzo dynamicznej jeździe w terenie interwałowym. Pracujący silnik lepiej niż inne radzi sobie ze spadkiem kadencji. Najważniejsze wydaje mi się jednak to, że Levo SL pozwala z własnej i nieprzymuszonej woli odłączać wspomaganie elektryczne. Ciężar Levo SL w jeździe unplugged nie przeszkadza, a oporów generowanych przez silnik i przekładnie wspomagania nie stwierdziłem. Wyłączenie wspomagania nie rodziło efektu wyrzucenia kotwicy. Po włączeniu elektryki jest po prostu łatwiej, ale bez niej można czuć się dokładnie tak jak na rowerze konwencjonalnym i na zjazdach, i na podjazdach. W firmowym trybie „maksymalnym” silnik 1.1SL brzmi jak w każdym innym e-bike’u, 
jest może minimalnie głośniejszy. Kiedy zmniejsza się moc maksymalną, szczególnie przy dławieniu gotowości silnika elektrycznego do wspomagania, z wnętrza dochodzą odgłosy blendera kruszącego lód. Im bardziej silnik się oszczędza, tym są głośniejsze. Z przekładnią na pasek w silniku 2.1 jest ciszej.
 

 

1. Oto jak mały może być silnik wspomagający w e-biku. Pierwotnie zaprojektowany do szosówki ze wspomaganiem, czyli słynnego Creo, ma bardzo małe gabaryty i dlatego jest lekki. Wspomaga pedałującego z siłą 240 W i moment...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 10 wydań czasopisma "bikeBoard"
  • Dodatkowe artykuły niepublikowane w formie papierowej
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych wydań magazynu oraz dodatków specjalnych...
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy